poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Welcome to my head.

Przed chwilą obejrzałam beznadziejny film. Dlaczego beznadziejny? Cóż, był fajny do momentu kiedy się nie poryczałam. Potem też był fajny, ale mniej.
I miałam dzisiaj taki poryty sen! -->
Byłam w szkole. Ale nie w mojej szkole, tylko w przerobionej szkole, która jest na liście szkół do których prawdopodobnie pójdę. Miała dziwne ściany. Była obklejona taką "babciną" tapetą. Była obklejona dokładnie taką tapetą, jaką mój brat miał w pokoju zaraz po "zamianie mieszkań". Byłam w te szkole z jakimiś znajomymi. Mogłabym rozróżnić tylko parę osób. Najznakomitszych przyjaciółek. Biegaliśmy po szkole (było też sporo bliżej nieokreślonych chłopaków) i przed czymś uciekaliśmy. Ale! Uciekaliśmy w atmosferze spokoju,zrównoważenia. I przez chwilę nawet dowodziłam. Tym "czymś" przed czym uciekaliśmy były zwierzęta, które zagubiły się w szkole. W bibliotece np. siedział łoś. W pewnym momencie snu zobaczyłam po drugiej stronie szkoły dawną przyjaciółkę. No już się z nią nie przyjaźnię z kilku powodów. Wydaje mi się, że się uśmiechała. Do mnie. Ale nie przyszła do naszej grupy. Tylko siedziała tam i się uśmiechała. Wtedy ktoś z tej grupy coś powiedział. I nagle pojawił się tam jakiś rudzielec. Nie był brzydki. Nie wiem za co ale dałam mu mokrego całusa w policzek. Aż się cały zaczerwienił, ja prawdopodobnie też. Później wyszłam ze szkoły podstawowej (do której wcześniej chodziłam) z dwoma przyjaciółkami. Miałam iść na przystanek przejściem podziemnym ale jedna z przyjaciółek koniecznie chciała spróbować dojechać tam windą. Powiedziałam, żę dojadę tam z nimi, na co druga rzuciła mi się na szyję. Stanęłam więc przy windzie, która okazała się przepaścią i rzuciłam się do niej. W tym momencie przyleciała piłka na której usiadłam i ruszyłam na niej przed siebie.
Wiem, dziwaczny. Ale pozytywny. Kiedy się obudziłam miałam właśnie takie emocje. Co po chwili się zmieniło, bo obudził mnie odgłos biegu w kierunku kuchni i nalewanie wody z kranu. Już wiedziałam co się święci. Po chwili usłyszałam krzyki mojej mamy. Wiedziałam, że nie ma co z tym zwlekać, więc najzwyczajniej w świecie otworzyłam drzwi od mojego pokoju i dałam się bratu oblać wodą. W końcu- to tradycja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz